Pytanie: czy można uszczęśliwić dziecko dając mu do zabawy karton?
Odpowiedź: jak najbardziej można !!! trzeba jedynie poddać go lekkiej obróbce.
Przy okazji licznych okazji Madzia dostała okołokuchenne przydasie. Garnki, kubeczki, dzbanuszki, łyżeczki. Dziewcze moje namiętnie od kilkunastu dni intensywnie poi nas wyimaginowaną kawą i herbatą oraz gotuje nam jajka na miękko. Ponieważ tak fajnie potrafi się tym zabawić to zaczęłam się rozglądać za zabawkową kuchenką. Zapał mi troszkę opadł jak zobaczyłam ceny.
W mojej głowie zaczął więc kiełkować pomysł, żeby samej zrobić taki mebelek. Miałam w domu idealny karton, brakowało mi tylko impulsu.
Przedwczoraj zobaczyłam na blogu Domowa.tv jak Paulina zrobiła taką kartonową kuchenkę dla swoich dzieci i taka wena na mnie spłynęła, że w ciągu jednego wieczora zmajstrowałam kuchenkę dla Madzi.
Jak już pisałam karton w domu był, nadawał się idealnie.
Chciałam, żeby kuchenka miała piekarnik i małą szafeczkę na wszystkie przydasie. Nawet jakoś specjalnie nie wymierzałam niczego tylko cięłam na czuja. Co zresztą widać po super "prostych" liniach :P
Karton pomalowałam wstępnie białą farbą. Wykorzystałam do tego celu próbniki kolorów w saszetce. Koszt jednej to ok 2,50 - 3zł w zależności od firmy. Jedną saszetką udało mi się pokryć wszystkie ścianki oprócz tyłu.
Jak już miałam podkład to zabrałam się za kolorowanie. Całość na jasny niebieski a drzwiczki od szafki i piekarnika na różowy. Wyszło bardzo słodko i dziewczęco.
Dodałam drewniane uchwyty, które też pomalowałam i dodatkowo ozdobiłam kropeczkami.
W drzwiczkach piekarnika zainstalowałam sztywną koszulkę na dokumenty.
Długo się zastanawiałam z czego zrobić kurki do kuchenki. Chciałam, żeby się kręciły ale, żeby przy pierwszym podejściu nie odpadły. Jak widać wykorzystałam tealighty (oczywiście wypalone). Zamocowałam je na długiej śrubce, a od drugiej strony końcówkę śrubki zakleiłam klejem na gorąco. Dzięki temu kurki się kręcą ale nie wypadają.
Do tyłu dokleiłam kawałek kartonu który tworzy ściankę. Zamocowałam na niej haczyki na których można powiesić najpotrzebniejsze sprzęty. Całą ściankę też ozdobiłam kropeczkami.
Resztki czarnej skórki posłużyły do zrobienia palników a opakowania po syropach stały się funkcjonalnymi pudełeczkami.
Kuchenka od rana jest w ciągłym użyciu. To chyba najlepsza zapłata za moją pracę. W sumie konstruowanie tego mebelka nie można nazwać pracą bo bawiłam się przy tym jak dziecko. Już nie pamiętam kiedy mnie tak wena poniosła :)
Koszt kuchenki to ok 40 zł, radość dziecka - bezcenna :)
Pozdrawiam cieplutko
Monia :)