30 lipca 2014

Dzierganie, czytanie, bieganie, urlopowanie

36 komentarzy:
 
Mamy środę więc zabawa u Maknety



Na froncie dzierganym sukcesy. Skończyłam moją sukienkę, ale jeszcze wam jej nie pokażę, bo czekam na piękniejsze okoliczności przyrody :) Mogę powiedzieć tylko tyle, że jestem z niej mega zadowolona. 
W międzyczasie zrobiłam kolejny mały sweterek, zostało mi tylko powciągać nitki i przyszyć guziki. 
Zabrałam się też za jesienny sweter. Forma swetra jak dla mnie eksperymentalna, bo robię go w kawałkach. Już mam przód i 1/3 tyłu. Same prawe, bez udziwnień, ma to być zwyklak do jeansów. W weekend natomiast mam zamiar zacząć sweter dla teściowej, czyli jak zwykle u mnie dużo i znowu kolorowo :)

Na froncie czytelniczym, też całkiem nieźle. Skończyłam Goka i jeśli ktoś lubi autobiografie to polecam. Bardzo fajnie napisana, lekko się czyta. 
Teraz czytam, również autobiografię "Pan od seksu" Zbigniewa Lwa - Starowicza. Również bardzo fajnie napisana. Na razie przeczytałam ok 1/4, ale tego typu książek nie lubię czytać na raz. Pomału przesuwam się od rozdziału do rozdziału. 

Bieganie? Tak, bieganie. To dla mnie nowość. wcześniej miałam epizody związane z bieganiem, ale mój zapał szybko się kończył. Teraz biegam już od około miesiąca i chyba w końcu zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Podczas biegania nie słucham muzyki tylko audiobooki. Bieg mi wtedy szybko mija, bo nie myślę o drodze do przebycia tylko skupiam się na książce. 

"Krętka blada" to kolejna książka Chmielewskiej, której wysłuchałam z przyjemnością. Bawiłam się przy niej znakomicie, do tego stopnia, że wręcz nie mogłam się doczekać kiedy będę biegać :) Tym razem Joanna znajduję w mieszkaniu swojego znajomego zwłoki. Początkowy wstrząs łagodzi fakt, że trupem okazuje się być polityk powszechnie kojarzony z przekrętami. W głębi ducha Joanna jest wdzięczna mordercy za ten szlachetny czyn, który uwolnił społeczeństwo od krętacza. Zawiadamia policję i przysięga sobie, że tym razem nie zaangażuje się osobiście w śledztwo. 
Obecnie mam w uszach również Chmielewską "Trudny trup".

A wracając jeszcze do biegania to mile się zaskoczyłam. Podczas jednego z moich wypadów inny biegacz mnie pozdrowił. Na początku myślałam, że mi się przywidziało, że obca osoba mówi mi cześć, nawet zaczęłam się zastawiać czy czasem tej osoby nie znam :) Na kolejnych biegach sytuacja się powtórzyła. Jest to bardzo miłe uczucie, kiedy inna, obca osoba przesyła uśmiech na trasie. Bardzo mi się to podoba. Taki mały gest a dodaje skrzydeł :) 

A i jeszcze mam pytanie książkowe. Może znacie książkę, która by się toczyła w okresie międzywojennym? Ostatnio mnie zaciekawiło jak wyglądało życie w tym okresie. 

I najlepsze na koniec URLOP !
W piątek wyruszamy się wakacjować. Dom zaczyna przypomina krajobraz po bitwie, czyli wielkie pakowanie. Mam nadzieję, że na wyjeździe uda mi się obfocić moje ostatnie prace i w końcu się nimi pochwalić.

Pozdrawiam serdecznie i wszystkiem dziękuję za odwiedziny :)
Monika

36 komentarzy:

  1. Śliczne kolorowe dziergotki! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, ostatnio coś mnie naszło na kolory a to dopiero początek :)

      Usuń
  2. U ciebie jak zawsze: dużo, kolorowo i szybko :) tylko pozazdrościć!
    Miłego wakacjowania!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monia :) Staram się jak mogę :)

      Usuń
  3. Książki okresu międzywojennego to np. "Zalotnica niebieska" Magdaleny Samozwaniec - o jej siostrze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i rodzinie Kossaków. <Mnie się bardo podobała
    Kilka części biografii Żeromskiego napisanego świetnie przez jego córkę Monikę Żeromską - mnie się bardzo podobała.
    Jeśli lubisz kryminały to np. cała seria Krajewskiego Marka - świetnie napisane. Te polecam z czystym sumieniem. przeczytałam wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dużo tego. Idę zaraz szukać, żeby mieć co czytać na urlopie.
      Kryminału uwielbiam :)

      Usuń
  4. Z zainteresowaniem czekam na prezentację udanych udziergów :)
    W kwestii książek polecam też "Marię i Magdalenę" wspomnianej wyżej Samozwaniec. A w ogóle to bardziej szukasz literatury pięknej czy faktu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to jeszcze sama nie wiem. Muszę się troszkę "wgryźć" w temat :)

      Usuń
    2. Sięgnij koniecznie po "Urodził go Niebieski Ptak" Stefanii Grodzieńskiej. Bardzo subiektywna historia o Fryderyku Jarosym - świetnie się czyta, ma dużo klimatu epoki i zostaje w pamięci na dłużej. Jest też trochę niezłych autobiografii aktorsko-kabareciarskich (Mira Zimińska-Sygietyńska "Nie żyłam samotnie", Loda Halama "Moje nogi i ja"), świetny pierwszy tom wspomnień Przybory "Przymknięte oko opaczności"... Z obszaru literatury naukowej (a właściwie popularnonaukowej) gorąco polecam "Krew na pierwszej stronie. Sensacyjne dzienniki Drugiej Rzeczypospolitej" Wiesława Władyki. Profesor Władyka ma lekkie pióro i ogromną wiedzę.

      Usuń
    3. Dziękuję bardzo :) Ale dużo pozycji. Autobiografię Miry Ziemińskiej - Sygietyńskiej kiedyś słuchałam, ale nie do końca, chyba do niej wrócę bo mi się podobała dzięki za przypomnienie :)

      Usuń
  5. Ale śliczności pod tą książką:-) Nie mogę się doczekać prezentacji. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mogę się doczekać kiedy się nimi pochwalę :) Mam nadzieję, że pogoda na urlopie dopisze i będą piękne sesje :)

      Usuń
  6. Strasznie interesują mnie te różne kolorki pod książką, nie mogę doczekać się jak pokażesz je w całej okazałości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niebawem :) dzierga się szybko mimo, że na na trójkach robię.

      Usuń
  7. Ale dużo dziergasz, podziwiam i czekam na prezentację całości. Co do okresu międzywojennego, spróbuj Dołęgi-Mostowicza, ja ostatnio czytałam Pamiętnik Pani Hanki i bawiłam się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za propozycję książki, już lecę sprawdzać :)

      Usuń
  8. Szkoda,że tak mało widac robótki. Starowicza dopisałam do listy lektur ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę fajnie się czyta Starowicza a z niektórych opowiastek gabinetowych można się nieźle uśmiać :)

      Usuń
  9. Z biegaczami tak właśnie jest, że się pozdrawiają na trasie, machnięciem dłonią :) Też na początku nie rozumiałam o co chodzi, ale to miły zwyczaj. Lwa Starowicza lubię słuchać, więc pewnie i autobiografię ciekawie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie mały gest a dodaje powera :)

      Usuń
  10. Ale masz tempo! Miły zwyczaj z tym pozdrawianiem, w górach też turyści się pozdrawiają, bardzo sympatycznie. Okres międzywojenny? Przyszedł mi do głowy Dołęga-Mostowicz. Niby drugorzędna literatura, ale to się naprawdę fajnie czyta. W Znachorze może mało obyczajowych szczegółów, pewnie więcej w Nikodemie Dyzmie. Mnie Znachor się bardzo podobał, no i jest w audiobooku.
    A poza tym Czajka Stachowicz i Zuzia Grabowskiej - bardzo sympatyczna książka. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znachora kilkakrotnie oglądałam więc książka powinna mi się spodobać, a jak jest w audiobooku to już w ogóle super :)

      Usuń
  11. Witam w gronie biegaczy!!! Tak właśnie jest, że mniej więcej po miesiącu bieganie zaczyna się podobać i zaczyna go brakować, gdy z jakiś powodów chwilowo zaprzestajemy się ruszać. Jak zaczynałam biegać, to nie dość, że było nas mało, to jeszcze każdy się mijał bez słowa. potem wyjechałam na dwa lata za granicę i jakież było moje zdziwienie, że biegacze, rowerzyści, czy spacerowicze miło się uśmiechają i pozdrawiają. Tak weszło mi to w nawyk ,że po powrocie pozdrawiałam każdą mijaną osobę. Początkowo patrzono na mnie jak na dziwoląga. Z czasem zaczęło się to zmieniać, a teraz stało się normą. i jest to bardzo miłe.
    Robótkowo bardzo dużo się u ciebie dzieje, a do tego fantastycznie kolorowo. Czekam na zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wcześniej jak zaczynałam biegać to wytrzymywałam zaledwie tydzień. Teraz jak sobie robię przerwy (celowo) to mi brakuje ruchu i na kolejny trening mam tyle motywacji, że mam ochotę fruwać :)

      Usuń
  12. Znowu sporo u Ciebie :) Życzę Ci udanego, odpocznij i wróć do nas jak najszybciej!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, mam zamiar się lenić oczywiście z robótką w ręku :)

      Usuń
  13. Nie wiem, kiedy , jak, i gdzie Ty to wszystko ogarniasz przy małym dziecku? Podziel się z koleżankami:)) Osobiście uwielbiam wszelakie książki z przeszłości i z pasjami je czytam, jeżeli chodzi o sam okres dwudziestolecia to narazie nie czytałam żadnej książki poświęconej temu tylko okresowi, raczej są to ksiązki obejmujące okresy końca XIX w i zahaczającego po II WŚ , ale mam w planach przeczytanie "Dobre maniery w przedwojennej Polsce" Marii Barbasiewicz, "W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne" Łozińskich, "Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety" M.Łozińskiej. "Życie codzienne arystokracji" też Łozińskich , Monika, mogłabym tak bez końca. Mam wiele pasji , druty, książki, muzyka, bieganie - prawda , że niby zwykłe machnięcie ręką, a jakie miłe , tak samo jest na górskich szlakach i nie tylko górskich, jak śmigam rowerem też zdążę machnąć do nadjeżdżającego z naprzeciwka, bo rower to kolejna pasja, jak się rozgadam , to mogę nie przestać ,więc dyskretnie macham do Ciebie łapką i kończę , póki na to czas:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę :) nie jest łatwo, ale młoda już potrafi przez parę chwil się sobą zająć a ja wtedy jedną ręką mieszam w garnku a drugą dziergam :) a tak na poważnie zazwyczaj dziergam wieczorami a w dzień wtedy gdy młoda śpi.
      A pasje to dobra rzecz, i nie przestawaj, gadaj do woli bo ludzi z pasją słucha (czyta) się z przyjemnością :)

      Usuń
  14. Zazdroszczę motywacji do biegania, jakoś nie mogę się przełamać do tej formy rychu, jakieś jakieś skrzywienie z czasów szkolnych, gdzie się zaliczało bieganie na czas... a przy moich krótkich nóżkach jakoś nigdy się nie udawało nawet tego minimum osiągać... Ogólnie WF w szkole to jakiś dramat zawsze był, nigdy jakoś nie spotkałam nauczyciela, który by mnie zmotywował do większego wysiłku, zawsze byłam taką "sierotką". Aż zaczęłam się motywować i teraz jakoś nie podchodzę już do ruchu jak do jeża. Ale biegać nie lubię ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nienawidziłam biegać w szkole, mimo, że WF kochałam. Z bieganiem trzeba się polubić. A ja znalazłam sposób na siebie i potrafię biec bez przerwy przez ok. 45 minut. W końcu sprawia mi to przyjemność.

      Usuń
  15. Ale wielozadaniowa jesteś. Ja ostatnio jednak staram się robić pojedyncze robótki choć kilka mam zaczętych. Właśnie mam na drutach bawełnę z wiskozą, która w porównaniu z ogoniastym (skończonym wreeeszcie i czekającym na foty) przybywa mi ekspresowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie gubią nowo zakupione motki, bo nie umiem się powstrzymać i jak tylko je przyniosę do domu to od razu wyszukuję dla niech wzory i nie czekam z nabraniem oczek. To jednak powoduje, że mam zazwyczaj przynajmniej 3 robótki na drutach i robię je równolegle :)

      Usuń
  16. Mnóstwo kolorów :) I nawet chyba widzę znajome motki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham kolory, a Twoje moteczki dały mi wiele radości w trakcie dziergania :)

      Usuń
  17. Monia, podziwiam osoby, które mają wiele pasji i żyją tak różnorodnie i kolorowo. Super, ze są tacy ludzie jak Ty, bo świat wydaje się być ciekawszy :) Nie dziwie się, że ktoś Ci pomachał, bo ja, gdybym biegała, to też bym Ci pomachała :)
    Udanych wakacji, pa Marta

    OdpowiedzUsuń

.
Obsługiwane przez usługę Blogger.